Jak każdy, przeciętny, szary człowieczek, poza zajęciami, które robię wyłącznie dla przyjemności, chodzę do pracy. I tak się jakoś złożyło, że jestem nauczycielką. Wiem, że ta profesja nie cieszy się w Polsce szczególnym szacunkiem. Wiem też, że dla części z Was nauczyciel przedszkolny tudzież edukacji wczesnoszkolnej, to taki trochę nie nauczyciel, 'przedszkolanka', 'ciocia', 'pani', nic poważnego i wielkiego. Ja jednak idąc za myśleniem naszych skandynawskich-zamorskich-prawie-sąsiadów, upieram się, iż ten etap kształcenia jest najistotniejszy i zarówno uszczerbki na psychice jak i pozytywne wsparcie, mają wpływ na całe nasze przyszłe, dorosłe życie. Czego Jaś się nie nauczy, tego Jan nie będzie umiał i takie tam. Ale ja dziś nie o tym!
poniedziałek, 23 stycznia 2017
sobota, 17 grudnia 2016
Kim chcesz się otaczać?
Pewna dziewczyna miała dwa oblicza. Tzn. zapewne miała ich więcej, tych jednak była świadoma szczególnie wyraźnie.
Ciężko je nazwać. Pójdźmy zatem na łatwiznę i nadajmy im numerki.
1. Dziewczyna kryjąca się pod numerem jeden, to dziewczyna, którą widziało nie więcej niż siedem osób, najbliższą rodzinę w to wliczając.
Ona tańczy w brudnym dresie. Ze złości lub dla żartu odkłada słuchawkę. Za głośno się śmieje, przeklina i wrzeszczy. Fałszuje niemiłosiernie, niezdarnie wysiada z auta, chętnie prezentuje szpagat (choć w tym wypadku to dość duże słowo). Ona wie, że nikt jej ocenia. Nie boi się być nieidealna bo czuje się kochana.
2. Druga wersja to taka trochę wersja demo. Dziewczyna stoi prosto. Uśmiecha się i jest miła ale ostrożnie stawia każdy krok. Poprawia włosy. Waży każde słowo. Ma idealnie wyprasowaną koszulę. Nie chce się ośmieszyć. Chce za to wszystko kontrolować. Stara się przewidzieć wszystko to, co nieprzewidywalne. Boi się. A co by było gdyby...?
Przy kim w pełnie możesz być sobą? Kto dostrzega w Tobie więcej niż inni? Kto przebił się przez Twoją wersję pokazową?
Otaczaj się ludźmi, którzy chcą Cię bardziej. Których Ty chcesz bardziej.
wtorek, 29 listopada 2016
Lekcja 10: Jeśli chcesz zobaczyć cud, sam bądź cudem
Wierzysz
w cuda prawda? Oczywiście, że tak. Musisz wierzyć. Każdy wierzy. I nie ma
znaczenia sposób
w jaki interpretujesz to słowo. Cudem może być ostatnia łyżeczka kawy gdy czeka Cię naprawdę długa noc. Kolejny poranek. To mogą być narodziny zdrowego dziecka, któremu lekarze nie dawali najmniejszych szans. Uśmiech nieznajomego w tramwaju czy potwornie zatłoczonym busie. Ślub. Wygrany konkurs. Ciepły sweter. Szczęśliwy dom. Ciastko, gdy od dwóch lat nieprzerywanie jesteś na diecie. Znaleziona parasolka
w deszczowy dzień. Namiętne pocałunki. Spadające gwiazdy. Ja. Ty. Jestem cudem. „Jesteś cudem”.
w jaki interpretujesz to słowo. Cudem może być ostatnia łyżeczka kawy gdy czeka Cię naprawdę długa noc. Kolejny poranek. To mogą być narodziny zdrowego dziecka, któremu lekarze nie dawali najmniejszych szans. Uśmiech nieznajomego w tramwaju czy potwornie zatłoczonym busie. Ślub. Wygrany konkurs. Ciepły sweter. Szczęśliwy dom. Ciastko, gdy od dwóch lat nieprzerywanie jesteś na diecie. Znaleziona parasolka
w deszczowy dzień. Namiętne pocałunki. Spadające gwiazdy. Ja. Ty. Jestem cudem. „Jesteś cudem”.
Jakiś
czas temu natrafiłam na książkę o tym
tytule. Był zimowy wieczór a ja w jednej z krakowskich księgarń czekałam na
randkę, która miała się nie wydarzyć. „Jesteś
cudem” wprost krzyczała w moją stronę „PODNIEŚ MNIE!”, co też posłusznie
uczyniłam. Uśmiechnęłam się na widok ciepłego tytułu, zanotowałam w myślach iż
kiedyś muszę ją kupić po czym odłożyłam książkę na miejsce.
Źródło: http://www.matras.pl/media/catalog/product/I/M/IMG1442484590670_35778_4.jpg
Jak to bywa z
notatkami pośpiesznie wykonanymi w pamięci niemalże zapomniałam o swoim
pomyśle. Czekałam na idealny moment, dzień, chwilę by kupić „Jesteś cudem” tymczasem to ona takową
chwilę znalazła i dziś dumnie stoi w domowej biblioteczce za sprawą mojej – nieświadomej
mych planów – starszej siostry.
„Jesteś cudem” to drugi bestseller Reginy
Brett, autorki książki „Bóg nigdy nie
mruga”. Regina Brett pochodzi z wielodzietnej rodziny z problemami. Miała
trudny start w dorosłe życie. Brak zdecydowania, nadużywanie alkoholu, niepewna
praca, nieplanowana ciąża w wieku 21 lat, rak.
Wydawać by się mogło iż osoba z tak bogatym bagażem
życiowych doświadczeń nie zaserwuje czytelnikowi żadnej optymistycznej historii
a już na pewno nie będzie to historia na ciepłe, letnie, leniwe popołudnie. Nic
bardziej mylnego! „Jesteś cudem” to
pięćdziesiąt lekcji o tym jak uczynić niemożliwe możliwym nie mniej jednak, nie
jest to kolejna dawka banalnych frazesów. Każda strona przepełniona jest
poruszającymi historiami (nie)zwykłych ludzi. Historiami, które dają nadzieję
na lepsze jutro, wiarę w drugiego człowieka, spokój serca. Wyolbrzymiaj dobro. Jak często robimy coś zupełnie odwrotnego nie
zastanawiając się o ile lepszy byłby świat gdybyśmy robili to pierwsze? Dawaj tak, jakby świat był twoją rodzina, bo
nią jest. Wiedziałeś o tym? Jeśli się
dziś obudziłeś, to Bóg jeszcze z tobą nie skończył. To o czym myślisz staje się
prawdą. Zatem przestań powtarzać, że nie schudniesz, nie znajdziesz sobie
męża, pracy, oblejesz wszystkie możliwe egzaminy i osiwiejesz w wieku
dwudziestu czterech lat bo tak będzie. Regina Brett podaje rady dla każdego.
Rady, które być może słyszałeś już nie raz jednak w książce „Jesteś cudem” przybierają one formę, o
której nie będziesz chciał zapomnieć. To rady dla mnie, dla Ciebie, dla Twojej
nastoletniej, buntowniczej córki i dla dziadka Franka. Nieważne w jakiego – lub
czy w ogóle – Boga wierzysz. Nieważne kim byłeś wczoraj ani kim będziesz za 10
lat. Ważne jest tu i teraz bo perfekcyjny moment może nigdy nie nadejść.
Nie
obiecuję, że po lekturze tej książki cały świat nabierze cukierkowych barw a
wszystkie Twoje problemy ułożą się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
Pewnie tak nie będzie. Ale będzie inaczej.
W jakimkolwiek momencie swojego życia jesteś przeczytaj ją. Po prostu. Zrób to*.
W jakimkolwiek momencie swojego życia jesteś przeczytaj ją. Po prostu. Zrób to*.
Lekcja
22:
„Wsłuchaj się w
siebie. Odpowiedzi, których szukasz znajdziesz we własnym wnętrzu.”
*Tekst ten, po raz pierwszy ukazał się w Gazecie Niepołomickiej jakiś czas temu w ramach konkursu na recenzje dowolnej książki. I przyniósł mi wiele radości. Mam nadzieję, że Wam też to zrobi.
sobota, 19 listopada 2016
Jestem stworzona do wożenia - czyli egzamin na prawo jazdy w przeszło pół roku
Ci, którzy mnie znają, powyższe stwierdzenie słyszeli jakieś tysiąc siedemset osiemdziesiąt trzy razy. No może ciutkę mniej, choć nie gwarantuję. Osoby te, zdają sobie również sprawę, jak bardzo lubię podróżować na miejscu pasażera, gdzie oprócz podziwiania widoków, pełnienia roli nadwornego diżeja, głośnego śpiewania czy podejmowania nieudolnych prób nawigowania / tu cytat: "skręć w lewooooo! Lewo!!! Nie to lewo..."/, mam w zwyczaju - nieco nierozważnie z resztą - lekko utrudniać życie Pani/ Panu kierującemu pojazdem / teksty odciągające uwagę typu: "Patrz jaki samolot!", "Ej, masz tu plamę na spodniach, zobacz" czy mokry Willy, wykonany prawie tak mistrzowsko jak o tutaj - klik /
Mimo to, tak się jakoś złożyło, iż moimi przyjaciółmi są bardzo wyrozumiali kierowcy i z rozkoszą wozili mnie niemal wszędzie tam, gdzie sobie tego życzyłam. Jestem w końcu stworzona do wożenia!
To, że wszyscy znajomi zapisywali się na kurs prawa jazdy jeszcze przed swoimi osiemnastymi urodzinami nie robiło na mnie specjalnego wrażenia.
Prośby i błagania oraz całkiem logiczne tłumaczenie, że "prawko się przecież szalenie przydaje!", też niekoniecznie.
Wystawanie na przystanku w deszczu, mrozie i chłodzie w oczekiwaniu na busa - też nie. No dobra, może trochę.
Kiedy jednak najmłodsze dziecko w rodzinie osiąga pełnoletność i oznajmia wszem i wobec, iż zapisuje się na kurs prawa jazdy, potem egzamin zdaje, a Ty - starszy/a o cztery lata - jesteś zmuszony prosić o podwózkę - wiedz, że coś się dzieje!
Tym oto sposobem, po szybkim przekalkulowaniu piniondzów, podjęłam nieodwracalną decyzję o niezwłocznym przystąpieniu do ubiegania się o kolejny plasticzek w portfelu.
Wyobraźcie sobie całkiem przyjemny, wiosenny wieczór. Raczej ciepło, wieje lekki wiatr. Idę. Podekscytowana i lekko przerażona zmierzam na pierwsze zajęcia teoretyczne. Plus był taki, że nie wszyscy byli młodsi ode mnie. Minusów brak.
Nie wdając się w szczegóły, jako odwieczna kujonica / same paski na świadectwie przez wszystkie lata edukacji - potwierdzone info. / teorie opanowałam. Jakoś. Mimo usilnych starań, ciągle miałam w głowie, że naprawdę zostałam stworzona do wożenia i no NI MO SZANS, nie dam rady. Z drugiej strony, wierzyłam, że wystarczy to wszystko przełożyć na praktykę a oczyma wyobraźni widziałam się za kierownicą jakiegoś uroczego auteczka, wrzucającą co rusz na insta foteczki pt. #kierowcabombowca #wrumwrum #napełnej
Mimo to, tak się jakoś złożyło, iż moimi przyjaciółmi są bardzo wyrozumiali kierowcy i z rozkoszą wozili mnie niemal wszędzie tam, gdzie sobie tego życzyłam. Jestem w końcu stworzona do wożenia!
SISTER IS COMING
Prośby i błagania oraz całkiem logiczne tłumaczenie, że "prawko się przecież szalenie przydaje!", też niekoniecznie.
Wystawanie na przystanku w deszczu, mrozie i chłodzie w oczekiwaniu na busa - też nie. No dobra, może trochę.
Kiedy jednak najmłodsze dziecko w rodzinie osiąga pełnoletność i oznajmia wszem i wobec, iż zapisuje się na kurs prawa jazdy, potem egzamin zdaje, a Ty - starszy/a o cztery lata - jesteś zmuszony prosić o podwózkę - wiedz, że coś się dzieje!
Tym oto sposobem, po szybkim przekalkulowaniu piniondzów, podjęłam nieodwracalną decyzję o niezwłocznym przystąpieniu do ubiegania się o kolejny plasticzek w portfelu.
Marzec 2016
Nie wdając się w szczegóły, jako odwieczna kujonica / same paski na świadectwie przez wszystkie lata edukacji - potwierdzone info. / teorie opanowałam. Jakoś. Mimo usilnych starań, ciągle miałam w głowie, że naprawdę zostałam stworzona do wożenia i no NI MO SZANS, nie dam rady. Z drugiej strony, wierzyłam, że wystarczy to wszystko przełożyć na praktykę a oczyma wyobraźni widziałam się za kierownicą jakiegoś uroczego auteczka, wrzucającą co rusz na insta foteczki pt. #kierowcabombowca #wrumwrum #napełnej
Nigdy wcześniej nie jeździłam autem. Raz kręciłam kółka po placu targowym w Niepołomicach ale ciężko nazwać to prawdziwą jazdą.
Tak czy inaczej, pierwszej godziny jazdy po mieście z instruktorem - praktycznie nie pamiętam. Ufam, że Ci, którzy mnie wówczas mijali - także :D
Po 30h wcale nie czułam się lepiej. Podobno nikt nie czuję się w pełni gotowy ale jestem pewna, że ja nie czułam się bardziej. Podczas ostatnich jazd na pewno zgasł mi samochód i pamiętam jak dziś, że prawie rozjechałam rowerzystę.
Dokupiłam godziny, poczułam się lepiej. Dokupione godziny działają magicznie ale...
Nie zdałam.
Raz. Drugi. Trzeci. Czwarty.
Czasem oblewali mnie bardziej słusznie, czasem mniej. I tak, zdałam za piątym razem. Wiem, że część moich znajomych właśnie postanowiła zorganizować sobie bunkier głęboko pod ziemią byleby tylko nie spotkać mnie na swej drodze, a Ci, którzy liczyli na darmową podwózkę właśnie doszli do wniosku, że w sumie lepiej będzie się przebiec, musiałam to jednak ogłosić światu z jednego prostego powodu...
KU POKRZEPIENIU SERC
Piszę to wszystko bo po trzecim razie chciałam rzucić to całe prawo jazdy w cholerę. Wiem, że na oblanych egzaminach świat się nie kończy ale strasznie się irytowałam. I wiem, że jest mnóstwo osób, które mają podobnie. Moja rodzina i generalnie wszyscy znajomi, przechodzili katusze słuchając moich lamentów a ja popadałam w czarną, czarną rozpacz.
Także przyjaciele - do boju! Ja zdałam, to Wy też dacie radę.
sobota, 12 listopada 2016
Postanowienia noworoczne realizowane w listopadzie
Jestem jedną z tych osób, dla których wraz z nadejściem Nowego Roku, w głowie zaczyna być nadawany komunikat:#nowaja #noweżycie #będęchuda #tymrazemnapewnosięuda. No. I czasem się udaje bardziej, czasem ciutkę mniej.
źródło: http://memy.pl/mem_426136_wiec_mowisz
Podobnie działają na mnie moje urodziny (15.09 - tak, czekam na prezenty, kartki i kwiaty). Robię wtedy różnego rodzaju podsumowania i rozkoszując się czerwonym, słodkim winem, myślę o tym, co mi przez ostatni rok w życiu wyszło i nie wyszło.
źródło: https://www.pinterest.com/pin/398709373234521523/
Koniec końców dochodzę jednak do wniosku, że na nic się to zdaje. Że najlepsze pomysły, które w dodatku udaje mi się wcielić w życie, wcale nie rodzą się
z początkiem roku /tzn. urodzić się mogą ale czy je zrealizuję? No cóż... /, czy
w chwili gdy zdmuchuję przeszło 20 świeczek na torcie.
z początkiem roku /tzn. urodzić się mogą ale czy je zrealizuję? No cóż... /, czy
w chwili gdy zdmuchuję przeszło 20 świeczek na torcie.
One się rodzą w samotną niedzielę kiedy leje deszcz, nie mam na nic siły ani ochoty i nagle z mocą uświadamiam sobie, że jeśli sama nie uratuję się
z takiego stanu rzeczy to... nikt mnie nie uratuje.
z takiego stanu rzeczy to... nikt mnie nie uratuje.
Styczeń 2016
Postanowienia Noworoczne Ewy M:
- Schudnąć 8 kg
- Wziąć udział w jakimś zorganizowanym biegu
- Zmienić pracę
- Zrobić prawo jazdy
- Zakochać się
- Więcej pisać
- Założyć bloga.
Stan faktyczny na dzień 6.11.2016:
No więc tak:
- Nie schudłam 8 kg [do końca roku może zdążę, hm?]
- Nie wzięłam udziału w żadnym zorganizowanym biegu.
- Zmieniłam pracę.
- Zdałam prawo jazdy*
- Nope.
- Pisałam. Dość niesystematycznie ale więcej niż w 2015.
- Jak widać :)
A. I ścięłam włosy. Nowe włosy - nowe życie.
* z tym prawem jazdy to było tak, że pisząc tę notkę jeszcze go nie miałam ale teraz już mam [zdałam 07.11.2016]
Pozdrawiam, ja
Subskrybuj:
Posty (Atom)


